a rozkręca się nie byle gdzie bo w samym centrum stolicy - Warsztat Warszawski przy Pl.Konstytucji przyjął nas lepiej niż gościa z zagranicy, a przecież taki gość jest mniej kłopotliwy, bo zwykle się jednak nie wydziera (ba! taki gość to przywozi zagraniczny alkohol, a my, z gębą na pączki, wyjedliśmy jeszcze kanapki i ciastka, co się ostały po warsztatowych eventach). Chyba jednak nie wypadliśmy aż tak źle, bo zapraszają nas w kolejną środę. W to nam graj (i w to nam śpiewaj), bo miejsce wyjątkowo udane, a i akustyka niezgorsza.
Powoli wyłaniają się spośród nas słowiki co wyciągną każdą górę i wrony (?) co utrzymają głęboki dół. Ale najważniejsze, że parę razy zaśpiewaliśmy tak "razem", że takiego wykonu nie powstydziłby się żaden ptasi chór z mazowieckiego. Czuję, że zanim wrócą bociany to wzniesiemy się w swoich umiejętnościach na wyżyny dostępne do tej pory jedynie orłom. Z taką motywacją nie zniechęci nas do śpiewania żaden strach na wróble.
Skończyły mi się ornitologiczne metafory, więc kończę.
Ale zanim skończę to zapraszam nowych i starych rozśpiewowiczów w najbliższą środę, a Warsztatowi Warszawskiemu przyznaję tytuł inicjatywy miesiąca (bo tygodnia to bez łaski)